Pensées nocturnes
  En polonais
 

Wspólnym siłami

Ludzie, zawsze zwracali uwagę na jej włosy. Gdy szła ulicą nie spotykała cudzych spojrzeń bo te twkiły gdzieś wpatrzone w czubek jej głowy, a może to było tylko złudzenie.Włosy były długie jak film z pompatycznym morałem, gęste jak wielojęzyczny słownik, brudne jak jej dusza. Jednak, gdy cudze spojrzenie w nich utkwiło, rodził się w nich jakiś ledwo dostrzegalny blask, bo gdzieś w głębi nosiła piętno nadziei, tej samej, którą odrzuciła kiedy tylko przyszła na świat. Było to 25 lat temu, może tu, a może zupełnie gdzie indziej. Gdziekolwiek się to stalo, nastąpiło szybko w zupełnej ciszy.



Napiszmy

Napiszmy coś – powiedziała Hanna. A ona rzekła, że ładne ma paznokcie. I na tym się skończyło nasze pisanie. Tylko w tle było słychać jak kot wzdycha. Potem napiłyśmy się ciepłej herbaty, którą zrobiła. Lśniła tej nocy a ja nie rozumiałam dlaczego. Kot zaczął głęboko i równomiernie mruczeć a w radiu leciało Notorious. Wtedy wstała i poszła do kuchni po likier. Myślałam, że zrobi nam drinki, a on chlapnęła z gwinta i podała mi ostentacyjnie butelkę. Ale odmówiłam. Uznała, że to bardzo śmieszne. Też zaczęłam się śmiać. A na zewnątrz pada śnieg puszysty śnieg i Edyta Górniak bardzo lubi jak spada w dół. Wtóruje jej Krzysztof Antkowiak, w którym Ewa była zakochana, kiedy miała 5 lat. Jego interpretacja Aishy sprawiała, że przemieniała się w słup soli. Szczęka opadała jej w dół. Ciekawe czy język też jej zwisał? Często go teraz połyka, może to skutek uboczny tego zauroczenia.  Twierdzi, że była małą dziwką i pamięta chłopaka, z którym się całowała w wieku 6 lat. Osobliwe wspomnienie. Mnie nikt nie całował kiedy miałam 6 lat, byłam brzydka jak mops, zresztą coś mi z tego zostało. Ewa mówi, że chrzanię i że nie jest tak źle, po czym dodaje: Jak się ciebie zrobi to wyglądasz ładnie. I znów pijemy same do siebie, niczym Melusine do Mzimu. I znowu leci beznadziejna muzyka a my już tak zepsute życiem nawet nie mamy siły udawać, że nam to przeszkadza. Jesteśmy w stanie słuchać najgorszego chłamu, bo nie chce nam się zmienić piosenki. Ewa przechodzi okres fascynacji rysunkiem i charakteryzacją, a ja się fascynuję życiem innych i robię rzeczy, o których nikt nie chce słyszeć, ale jeszcze to do mnie nie dotarło. I koniec pisania, bo to już jest nudne.



Paris

Czytając Ciche dni w Clichy H. Millera odkrywam ponownie Paryż. Rzecz dzieje się w okolicach, w których mieszkałam przez miesiąc dwa lata temu z przyjaciółką. Niewiele widziałam z tych rzeczy, które Amerykanin bacznie opisał. Czas nie ten, płeć nieodpowiednia. Może właśnie dzięki temu z łatwością dałam się prowadzić obcemu człowiekowi po jego literackich burdelach, ulicach, hotelach. Już jedno z pierwszych zdań w ksiąźce mnie zastanowiło: "Przechodzących obok jej stolika mężczyzn obrzucała niewzruszonym, pewnym siebie spojrzeniem, które jednak o niczym nie świadczyło, poniewaź Francuzki, w przeciwieństwie do Angielek czy Amerykanek, nie spuszczają wzroku w takich sytuacjach". W pierwszej chwili zaprzeczyłam i miałam ochotę wykrzyczeć autorowi, że to tandetny stereotyp, do tego żałosny! Po chwili jednak, przypominając sobie siebie w tym mieście, uznałam, że jest w tym stwierdzeniu jakaś prawda - ograniczyłabym ją mimo wszystko do samego Paryża i roszerzyła na wszystkie kobiety tam przebywające od Rosjanki po Chinkę, od łysej po grubą - taki masowy efekt jednego miejsca. Miller opisuje specyficzną szarość tego miasta i jego erotyzm prawie że ukryty w ciemnym świetle kafejek i ulic. Czy to Clichy, czy Montparnasse, większość barów, w jakich tam spędzałam wieczory rzeczywiście była zanuźona w tym półmroku ociekającym sposobnością na zbliźenie się ludzi. On pisze o dziwkach, alfonsach, ja takich ludzi nie spotkałam - rzecz w tym, źe nie szukałam ich towarzystwa. A jednak udaje mi się przenieść część jego opisów na mój Paryż. To jedyne miasto, w którym czułam się całkowicie wolna w swoim szaleństwie choć zupełnie obca. Wielki dworzec, gdzie wszystkie pociągi się spóźniają bądż są odwołane. Uliczki, rzeczywiście szarawe, takźe letnią nocą - kolor mieszający w sobie barwy kamienic, ciepły żólty promień lamp i czerń nocy - są idealnym miejscem do miłosnych szchadzek, anonimowych orgazmów, i cichych wyznań. Takich niewiele znaczących a które wyrażają najważniejsze: pragnienie. Ono zaś przenika siłą zwodzącą, kokietującą, oczekującą nie tylko uniesień w pobliskiej bramie lecz także przygody, fantazji, imponujących opowieści, które wszędzie indziej uznanoby za banalne. Cała ta atmosfera sprzyja podniesniu czoła, patrzenia mężczyznom prosto w oczy, emanowaniu dziką dawką hormonów ale i całkowitą pewnością siebie, obojętnością wobec tych, którzy mierzą wzrokiem. Być może w Paryżu nie ma nic z tych rzeczy, a to wszystko to tylko wytworzony mit, w który się bawimy zjawiajac się w mieście ze słynnym Moulin Rouge i być może dlatego trzeba stamtąd wyjeżdżać a potem tęsknić by choć na chwilę jeszcze pofiglować ze streotypem. Podoba mi się idea miasta z książki, filmu, piosenki; nie jako literackie lieu commun ale takie nasze, szersze, prywatne, któremu jesteśmy podatni w rzeczywistości.






Ajouter un commentaire à cette page:
Ton nom:
Ton adresse e-mail:
Ton message:
 
  Aujourd'hui sont déjà 1 visiteurs (7 hits) Ici!  
 
=> Veux-tu aussi créer une site gratuit ? Alors clique ici ! <=